Mam na imię Michał. Siedem lat temu zdiagnozowano u mnie guza mózgu glejaka III stopnia. Dowiadując się o tym całe moje życie w jednym momencie, przeleciało mi przed oczami. Plany, marzenia praca poszły na chwilę w odstawkę. Zacząłem walkę, walkę o życie. Nie ważne od czego zaczynasz. Dzięki temu, że się nie poddałem, jestem tu z wami i mówię głośno, że warto walczyć.

  Walczyć o wszystko, co nam się przytrafia i mobilizuje nas do działania. Przedstawiam książkę, którą postanowiłem napisać po namowie księdza na pieszej pielgrzymce w 2014 roku. Podejmując się tego wyzwania, myślałem co mi tam, to chwila, moment i będzie napisana. Trwało to trzy lata nim się ukazała. Pomimo różnych przeciwności, jest na półkach w księgarni.

  Znam osoby, które chorobę traktują jako wzbogacające doświadczenie. Albo nawet za nią dziękują. To znaczy, że nie tylko potrafiły pogodzić się z jej konsekwencjami, ale odnalazły w tym coś więcej. Coś, co przyniosło korzyść im samym. Faktem jest, że wobec wszystkiego, co się nam przydarza, możemy albo przyjąć postawę ofiary, rozczulać się nad sobą i użalać, albo traktować to, co się stało, jako kolejną lekcję.

  Dlatego też mocno wierze, że ma to realne znaczenie dla każdego. Ziarno zasiane.Myślę, że ktoś z was zbierze owoce.

-Michał Kociołek